2010-07-05 / 09:49
Rozmowy o "Rybach" - wywiad z reżyserem Tomaszem Jurkiewiczem
Wywiad z Tomaszem Jurkiewiczem, reżyserem filmu „Gdyby ryby miały głos”, do którego zdjęcia powstawały w Dąbrowie Górniczej.
Redakcja DG: Skąd pomysł, aby film powstał właśnie w Dąbrowie Górniczej?
Tomasz Jurkiewicz: Scenariusz "Gdyby ryby miały głos" otrzymałem od mojego dobrego kolegi Grzegorza Zaleskiego prawie dwa i pół roku temu. Nie było tam mowy, gdzie ma miejsce akcja, Grzegorz wspominał o Tarnowskich Górach. Natomiast mnie od razu stanęła przed oczyma Dąbrowa Górnicza. Znam ją dość dobrze, bo tu mieszka moja rodzina. Ale oczywiście ważniejsze było, że okolica idealnie pasowała do historii. Przemysłowa przestrzeń z klimatem kontra wielkie jeziora jak z romantycznej ballady. To z pewnością miejsce dla Wojtka, bohatera opowieści. Pewnie dlatego Grzegorz dał się namówić na przeniesienie akcji do Dąbrowy. Ta decyzja okazała się trafna. Gdy rozpoczęliśmy przygotowania, bardzo szybko odnaleźliśmy większość lokalizacji.
DG: Gdyby miał Pan krótko opowiedzieć, o czym jest pana film, w jaki gatunek filmowy się wtapia - jakby go Pan scharakteryzował?
TJ: Konflikt przebiega pomiędzy Wandą ( Ewa Szykulska), a Wojtkiem ( Łukasz Chrzuszcz), jej 30-letnim synem. Wanda chce dla niego jak najlepiej: żeby miał pracę jak wszyscy, porządną dziewczynę i mieszkanie. Wojtka nie za wiele to interesuje - marzy tylko o złowieniu wielkiej ryby, która według legendy pływa w pobliskim jeziorze. Gdy Wanda robi się coraz bardziej zaborcza, to nie może skończyć się dobrze. Staramy się opowiadać film w rzadkim w polskim kinie gatunku realizmu magicznego i jak najmniej dosłownie, uciekając od publicystyki. Dlatego postawiliśmy na troszkę magiczny klimat i akcenty komediowe.
DG: W jakich miejscach w Dąbrowie Górniczej film był konkretnie kręcony?
TJ: Oczywiście na Pogorii - jednak nie w najbardziej uczęszczanych miejscach akwenów. W Hucie Bankowej, w prywatnych mieszkaniach na ulicy Szkolnej, w budynku prywatnej firmy w Preczowie i w szwalni na 1. Maja. Sceny na basenie kręciliśmy w Technicznych Zakładach Naukowych przy ulicy Łańcuckiego.
DG: Ile czasu trwały zdjęcia w naszym mieście?
TJ: W samej Dąbrowie kręciliśmy 9 dni. Taka ilość pozwala na dobre zrealizowanie zdjęć do półgodzinnego filmu.
DG: Czy trudno było namówić do wystąpienia w nim Panią Ewę Szykulską?
TJ: Od momentu otrzymania scenariusza do naszego spotkania i jej decyzji minęło najwyżej sześć godzin. Pani Ewa jest osobą o niezwykłej intuicji, która, mam nadzieję, teraz również jej nie zawiodła. Już po przeczytaniu scenariusza wiedziała o swojej postaci więcej niż ja i scenarzysta razem wzięci. Chyba po prostu wiedziała, że to rola dla niej. Poza tym Ewa Szykulska jest osobą, która bardzo wspiera młodych filmowców - wiele razy prawie za darmo pojawiała się w etiudach studenckich. U nas też zgodziła się zagrać za grosze, ponieważ budżet nie pozwalał na choćby przyzwoite honorarium.
DG: Czy aktorzy po raz pierwszy odwiedzili Dąbrowę Górniczą, czy ktoś z ekipy aktorskiej bądź "reżyserskiej" ma korzenie w naszym mieście?
TJ: Wielu aktorów było tu po raz pierwszy. Miejsce na nich zadziałało. Łukasz Chrzuszcz grający Wojtka kiedy tylko wysiadł na głównym dworcu PKP stwierdził, że o wiele lepiej rozumie sytuację swojego bohatera. Dąbrowę znali Marek Dindorf i Beata Zawiślak, aktorzy katowickiego "Teatru Ateneum". Znało ją pobieżnie wielu członków naszej ekipy związanych z Wydziałem Radia i TV w Katowicach - to przecież blisko. Czystej krwi dąbrowiankami są kostiumografki: Kasia Paradzińska i Magda Studnicka.
DG: Dąbrowa była trzecim miejscem, w którym pokazano film, jak ocenia pan jego przyjęcie przez dąbrowską publiczność?
TJ: Rozmawiałem głównie z członkami ekipy, którzy byli zadowoleni i oferowali swoją pracę na przyszłość - to dla mnie bardzo cenne. Cenne jest również, że film spodobał się władzom miasta. Zaufali nam tylko na podstawie scenariusza i znajomości moich poprzednich etiud. Cieszę się więc bardzo, że przyznanych nam środków nie uznali za wyrzuconych w błoto.
DG: Teraz film rozpoczyna swoją festiwalową podróż. Proszę zdradzić gdzie będzie pokazywany?
TJ: Taka festiwalowa kariera trwa około dwóch lat podczas których agentka sprzedaży z warszawskiego Studia Munka - producenta filmu, stara się zainteresować filmem najpierw największe imprezy na świecie - wielkie festiwale od Wenecji czy Locarno po koreańskie Pusan, potem coraz mniejsze festiwale zagraniczne, a na końcu imprezy w Polsce. To wielka loteria, bo festiwali jest kilkaset. Jej przebiegu jestem niezwykle ciekawy. Na razie mogę tylko obiecać, że o pozytywnych wynikach selekcji będziemy się starali na bieżąco informować władze miasta lub umieszczać je na naszym blogu: http://gdybyrybymialyglos.blogspot.com/
DG: Czy będziemy go mogli wkrótce obejrzeć w kinach?
TJ: Film z założenia jest telewizyjny. Na pewno jego premiera telewizyjna odbędzie się w TVP Kultura. Od decydentów programowych zależy w których jeszcze stacjach pojawi się . W kinach będzie tylko przy okazji festiwali.
DG: Czy ma pan w planach jakiś kolejny film?
TJ: Obecnie jestem w trakcie montażu godzinnego dokumentu pod tytułem "Cały świat Hani i Stasia". To rok z życia starszego małżeństwa na polskiej wsi, która obecnie bardzo się zmienia i przede wszystkim opowieść o blaskach i cieniach małżeństwa. Oprócz tego klaruję sobie w głowie projekt pełnometrażowego filmu fabularnego, lecz na razie za wcześnie mówić o szczegółach.
DG: Dziękuję serdecznie za rozmowę
TJ: Dziękuję.
***
Więcej o filmie i premierze przeczytacie TU.


